Ustawa z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny, jak stanowi jest pierwszy artykuł, reguluje stosunki cywilnoprawne między osobami fizycznymi i osobami prawnymi. Definiuje, określa i warunkuje wiele umów. Między innymi umowę o dzieło (art. 627) i zlecenia (art. 734).

I tak, przez umowę o dzieło przyjmujący zamówienie zobowiązuje się do wykonania oznaczonego dzieła, a zamawiający do zapłaty wynagrodzenia, natomiast przez umowę zlecenia przyjmujący zlecenie zobowiązuje się do dokonania określonej czynności prawnej dla dającego zlecenie.

W żadnym z 1088 artykułów nie doszukałam się stwierdzenia, że umowa cywilnoprawna jest niezgodna z prawem, albo z zasady nieuczciwa dla którejś ze stron. Zatem gdy słyszę określenie „śmieciówka”, które już samo w sobie jest pejoratywne i stygmatyzujące (kto przy zdrowych zmysłach chciał pracować w oparciu o umowę, do której przylega epitet „śmieciowa”?), szczególnie w towarzystwie łasiczej mowy typu: „problem umów śmieciowych dotyczy wielu milionów Polaków”, albo „umowy cywilnoprawne osłabiały pozycję pracowników i obniżały socjalne standardy. (…) Wszyscy tak naprawdę na tym traciliśmy.”*, to wzbiera się we mnie złość. Kto ma ten problem? Czyje standardy zostały obniżone? Jacy wszyscy na nich tracimy?

Umowy cywilnoprawne dają korzyści (jak i wady) obu ich stronom. Przede wszystkim finansowe (fiskalne), ale również zobowiązaniowe (większa elastyczność). Jak więc przekonać społeczeństwo do tego, że są złe? Nazwać śmieciowymi, odebrać godność tym, którzy w oparciu o nie pracują. Najczęstszym argumentem za ich likwidacją jest domniemanie złej woli zlecającego, jakoby były stosowane celem ominięcia przepisów prawa pracy i obniżenia kosztów zatrudnienia. I pewnie czasami też tak jest (czemu się zupełnie nie dziwię), natomiast na pewno nie zawsze, i na pewno nie najczęściej.

Podczas konferencji poświęconej Nowemu Ładowi, Jarosław Kaczyński powiedział: „Będziemy dążyć do tego, żeby zostały zniesione umowy śmieciowe, od razu będą oskładkowane, ale dążymy do tego, aby w krótkim czasie powstał jeden mechanizm, jeden model kontraktu pracy”. Manipulacja językowa pierwszego sortu. Zabierzemy wam więcej, ale oddamy godność, którą sami wcześniej zabraliśmy określając umowę mianem śmieciowej. Bo co tak naprawdę kryje się po szyldem walki z umowami śmieciowymi? Znany i zapowiadany przez kolejne rządy projekt pełnego oskładkowania każdej złotówki ze wszystkich umów zawartych z jedną osobą. Nic nowego. A zmiana dotknie każdego, kto korzysta z możliwości zwolnienia ze składek społecznych na podstawie tzw. zbiegu tytułu ubezpieczeń (klik: https://www.zus.pl/pracujacy/system-ubezpieczen-spolecznych-w-polsce/zbieg-tytulow-do-ubezpieczen-spolecznych), czyli m.in. umowy zlecenia wykonywane obok etatu, działalności, czy dorabianie w trakcie urlopu macierzyńskiego, nie tylko te noszące znamiona etatu.

Mój felieton początkowo miał dotyczyć planowanych zmian w Kodeksie Pracy, szczególnie wydłużenia do 2 miesięcy urlopu tacierzyńskiego, planowanego 12. miesięcznego urlopu rodzinnego, dodatkowego dnia wolnego na szczepienie przeciw COVID-19, umocowania prawnego pracy zdalnej, czy też usztywnienia zasad zatrudniania pracowników do lat 40., i refleksji na temat faktu, iż mało którego pracodawcę, szczególnie mikroprzedsiebiorcę, będzie stać na zatrudnienie etatowca, a alternatywą są (jeszcze) umowy cywilnoprawne, więc od nich zaczęłam, i wyszło jak wyszło.

Polityka społeczna jest ważna, ale państwo nie powinno przerzucać jej ciężaru na barki przedsiębiorców. Mam świadomość, iż nie ma czegoś takiego jak pieniądze publiczne. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że komuś musi zabrać. To oczywiste. Ale dystrybucja tych środków powinna być dokładnie analizowana i determinowana interesem publicznym, a nie własnej partii politycznej.

Magdalena Gadomska

* https://www.money.pl/gospodarka/polski-lad-pis-zabiera-sie-za-smieciowki-komentarz-ekonomisty-6639930569706016a.html